niedziela, 20 marca 2016

12. Krwawy dzień.

     Usiadłam z małą Emily, Maxem i jego podopieczną przy stole. Podsunęłam dziewczynce talerzyk i obserwowałam jak sięga swoimi małymi rączkami po jedzenie. Przeniosłam wzrok na puste miejsce, na którym zawsze siedziała Ivette. Przecież od razu powinien pojawić się ktoś nowy – tak to tutaj działa. Nie musiałam długo czekać. Do jadalni weszła wysoka blondynka trzymająca małego chłopca za rękę. W milczeniu wzięła wyznaczone dla nich talerze i dosiadła się do stołu.
     Mimowolnie skierowałam wzrok w jej stronę. Było w niej coś niesamowicie tajemniczego. Nie byłam w stanie oderwać od niej oczu. Poczułam ból w ramieniu. Max szturchnięciem próbował mi dać do zrozumienia, że zaraz wyjdę na idiotkę. Nie widziałam jej nigdy wcześniej. Może mieszka w innej dzielnicy? Nie miałam czasu na zwiedzane całego naszego świata.
  - Jestem Max. - Blondyn uśmiechnął się do nowej koleżanki z pracy.
  - Hania, bardzo mi miło – odpowiedziała radosnym tonem.
  - Bardzo ładne imię. Nie słyszałam go nigdy wcześniej. Skąd pochodzisz? – włączyłam się do rozmowy.
  - Jestem Polką.
  - To tak jak Ania. – Max wskazał na swoją podopieczną palcem.
     Dziewczynka złapała jego palec, zaśmiała się cicho i próbowała ścisnąć go z całej siły. Zaczęli się ze sobą bawić. Miło było patrzeć jak mój mężczyzna łatwo nawiązuje dobry kontakt z dziećmi.
  - Będziesz kiedyś dobrym ojcem – szepnęłam.
  - Planujemy już dzieci? – Spojrzał na mnie z nadzieją w oczach.
  - Nie głuptasie. Jeszcze o tym nie myślę.
  - Jesteście razem? – Niebieskie oczy Hanny skierowały się w naszą stronę.
  - Tak – odparł z dumą Max.
     Dokończyliśmy śniadanie. Przyszła pora na spacer. Widziałam jak rano Meredith wchodziła do przedszkola, ale nie pojawia się na śniadaniu. Wzięłam Emily na ręce. Weszłam po schodach do góry i zapukałam do drzwi, w którym spało jej dziecko. Nikt nie odpowiadał. Weszłam niepewnie do środka. Leżała skulona na ziemi, a maluch bawił się jej włosami.
  - Mer, coś się stało?
  - Krwawi każda moja blizna na brzuchu. Nie wiem co się dzieje. Przecież to nie jest pora mojej śmierci, a poza tym zastrzyk jeszcze działa.
      Włożyłam Emily i małego razem do łóżeczka. Przykucnęłam koło przyjaciółki. Pomogłam położyć się jej na plecach. Nie musiałam podnosić bluzki do góry żeby się upewnić czy na pewno krwawi. Cały materiał pokryty był czerwonymi plamami. Wyjęłam telefon. Wysłałam Maxowi sms żeby przyszedł bez Anki do góry nie mówiąc nic nikomu, a zaraz po tym zadzwoniłam do urzędu.
  - Co się stało!? – krzyknął Max.
  - Nie mamy pojęcia. Krwawi z każdej rany na brzuchu, inne blizny zaczynają robić się różowe. Boję się, że też zaraz zaczną krwawić. Zadzwoniłam do urzędu. Zaraz ktoś przyjdzie. Nie krzycz tak proszę. Nikt nie musi wiedzieć dopóki urzędnik się nie zjawi – szepnęłam.
      Pokiwał tylko głową. Zdjął swoją bluzę. Delikatnie uniósł tułów Meredith żeby owinąć ją bluzą. Usiadł na podłodze. Patrzył na swoje ręce, a po chwili na mnie. Zrozumiałam o co mu chodzi. Jego rany również zaczynały robić się różowe. Widziałam jak zaciska oczy z bólu. Chwilę później całe jego dłonie pokryte były krwią, a rany wyglądały na świeże.
  - Weź stąd dzieci. Powiedz wszystkim, że Meredith źle się czuje i musimy czekać na urzędnika. Zostaw im wasze dzieciaki, nie powinny na to patrzeć. Niech się nimi zaopiekują. Nikogo tutaj nie sprowadzaj. Znajdź szmaty w kuchni. Musisz przewiązać moje nadgarstki. Nie mam pojęcia czy mogę się tutaj wykrwawić, a nie mam zamiaru umierać drugi raz w ten sam sposób – wyszeptał ledwo słyszalnie.
     Zrobiłam wszystko o co mnie poprosił. Znalazłam jakieś opatrunki, zabrałam je ze sobą i wróciłam do góry. Delikatnie obwiązałam jego nadgarstki. Wybrałam numer do urzędu. Usłyszałam, że za kilka minut ktoś napewno się pojawi.
     Drzwi pokoju otworzyły się. Stanął w nich wysoki, młody chłopak. Spojrzał na nas pytającym wzrokiem.
  - Trzeba coś z tym zrobić. Nie wiedziałam czy zadzwonić do was czy do.. No właśnie czego!? Tutaj jest tylko ta durna przychodnia od zastrzyków, nie ma szpitala...
  - Nie rozumiem co się tutaj stało. Nie czytałem o niczym takim w podręcznikach. – Pokiwał głową. Sięgnął do kieszeni po telefon.
   - Jesteś nowy w urzędzie!? Do takiej sprawy wysłali kogoś NOWEGO!? – krzyczałam w jego stronę.
  - Dzisiaj zacząłem pracę. Dzwonię do Kinga, a ty dzwoń do przychodni.
     Pokiwałam głową na znak zgody. Jak mogli wysłać kogoś kto dopiero zaczyna swoją karierę w urzędzie. Wybrałam odpowiedni numer. Usłyszałam wielkie zdziwienie po drugiej stronie. Otrzymałam informację, że nie mogę ich ruszać. Patrzyłam na Meredith. Była cała blada, a jej usta robiły się sine. Zaczęłam czuć jak moja głowa pulsuje. Zamknęłam oczy. Po wysłuchaniu całej instrukcji odłożyłam telefon.
  - Nie czuję się dobrze proszę pana.. – Spojrzałam w stronę urzędnika.
  - Jestem Louis, ale to chyba teraz nie jest ważne.
     Na jego twarzy było widać wielkie przerażenie. Za jego plecami stanęła blondynka, która dzisiaj zaczęła pracę w przedszkolu. Poczułam na sobie spojrzenie Maxa.
  - Co tutaj robisz? – ledwo wydusił z siebie te słowa.
  - Pracowałam wcześniej w przychodni. Skoro byłam w pobliżu to wysłano mnie do was. Widzę, że dzieje się coś okropnego. Za chwilę zjawi się po was samochód. Zostaniecie przewiezieni do podziemi. Tam znajduje się laboratorium i centrum pomocy medycznej. Wiele innych budynków, o których nie powinniście wiedzieć – odrzekła po czym zniknęła z pokoju.
      Kilka minut później wróciła razem z pomocą. Zabrali Meredith i Maxa na nosze. Zaniesiono ich do samochodu. Zbierałam się już do wejścia do pojazdu, ale odmówiono mi.
Jak to nie mogę z nimi jechać? Przecież leży tam mój chłopak i przyjaciółka. Jak mam się z nimi skontaktować? Nawet nie mam pojęcia gdzie ich zabierają.
  - Zostanę z tobą. Muszę cię obserwować. Wiem o tym, co zdarzyło się tutaj niedawno. Jeśli spotkało to ich, spotka też ciebie. Masz jakieś objawy? – Stanęła naprzeciwko mnie.
  - Trochę pulsuje mi głowa – odpowiedziałam.
     Wyjęła z kieszeni trzy kartki. Przejrzała je. Dwie schowała do kieszeni, a jedna została w jej ręce.
  - Zginęłaś w wypadku. Masz kilka ran na ciele. Matko miałaś złamane żebro i przebite płuco, uraz głowy. – Sięgnęła do drugiej kieszeni. – Weź tą tabletkę. Jeśli ma spotkać to ciebie czeka cię ogromny ból. Szczerze to przed tobą testowała ją jedna osoba. Na szczęście zadziałało. Wiem tylko tyle, że nikt z was nie umrze. Prawdopodobnie to zemsta za to, że znaleźliście ciało i zabójca został złapany. Ciekawe tylko jak on tym wszystkim kieruje.
  - Skąd ty tyle wiesz? – Wzięłam od niej tabletkę i posłusznie połknęłam.
  - Długa historia. Trafiłam tutaj jako pięciomiesięczna dziewczynka, a obecnie mam dwadzieścia osiem lat. Pracowałam od piętnastego roku życia tutaj w naprawdę wielu miejscach. Nudzi mnie ciągle ta sama praca. Wychowywałam się w tym przedszkolu kilka lat. Potem adoptowała mnie wspaniała kobieta. Teraz mam okazję pracować tutaj i sama zastanawiam się nad adopcją. – Spojrzała na mnie, a ja patrzyłam na nią oczami pełnymi łez. – Przepraszam – szepnęła. – Nie powinnam. Wróc do domu. Znaczy się muszę iść z tobą. Weźmiesz ciepły prysznic, położysz się na chwilę. Wieczorem zabiorę cię do nich.
     Wyszłyśmy z budynku. Na dłoniach i bluzce miałam krew moich dwóch najbliższych osób. Droga do domu wydawała mi się wyjątkowo krótka. Przechodząc przez drzwi zaczęłam zdzierać z siebie bluzkę. Pobiegłam do kuchni. Odkręciłam kran, wzięłam gąbkę, płyn do naczyń i zaczęłam szorować dłonie. Po moich policzkach zaczęły spływać łzy.
      Hania oderwała mnie od kuchennego zlewu. Posadziła mnie na krześle.
  - Spotkało mnie dokładnie to samo. Wiem co teraz czujesz. Mój ukochany był w takiej samej sytuacji. Wszystko będzie dobrze. Prawdopodobnie są już na miejscu i zaraz dostaną odpowiednie leki. Lekarze zaopiekują się nimi najlepiej jak potrafią.
  - Nie chcę ich stracić, są dla mnie wszystkim. Czy powinnam zawiadomić przyjaciela Meredith o tym co się stało? – Wlepiłam swój wzrok w swoje dłonie.
  - Absolutnie nie może o niczym wiedzieć.
  - Po prostu super. Kolejna tajemnica przed Jamesem. – Wstałam z krzesła z zamiarem postawienia wody na herbatę.
     Stanęłam w bezruchu. Poczułam jeszcze większy ból głowy, ucisk w boku, a po chwili zaczęłam się dusić. Upadłam na podłogę i ostatnią rzeczą, którą widziałam była moja krew, która spływała w szybkim tempie z mojego czoła. 

16 komentarzy

  1. Chcesz znaleźć więcej czytelników? Może chcesz znaleźć jakieś ciekawe dla siebie opowiadania w Twoim guście? Zapraszam ( :

    http://kochamczytacblogi.blogspot.com/
    http://katalogzwyobraznia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do katalogu z wyobraźnią jestem już zgłoszona dawno ; )
      Zajrzę na ten drugi spis na pewno.

      Usuń
  2. Przeczytałam ten rozdział i naprawdę mi się podoba. Szkoda tylko że zaczęłam czytać tak od środka ale postaram się nadrobić pozostałe rozdziały.
    Pisz dalej bo jestem ciekawa dalszych losów bohaterów.

    Mój kawałek internetu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisać będę, ale nie wiem jak często ; )
      Teraz będą wolne dni to pewnie uda mi się napisać kolejną część ; ]

      Usuń
  3. Wyrównaj obustronnie test (wyjustuj), będzie wyglądało estetyczniej. Plus za polskie imiona, chociaż niektóre, heh. Poczytaj trochę o interpunkcji. Zwłaszcza w zdaniach złożonych, trochę to kuleje i utrudnia czytanie.
    Pozdrawiam. :)
    kot-z-maslem.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całość niedługo wezmę w obroty. Trochę się pozmienia.

      Usuń
  4. Witom.
    Masz w komórce coś takiego jak RNG (Random Name Generator)? Wszystkie imiona wydają mi się jakieś sztuczne, naginane... Nie wiem dlaczego, ale takie właśnie odnoszę wrażenie.
    Zaczyna się serio coś dziać. Ja ostatnio mam fazę wenowo-depresyjną. Wenowo, bo na siłę próbuję zmajstrować jakąś fabułę, i do tej pory tak średnio się do opek przywiązałam, no zobaczymy. A depresyjną, bo kurde nic mi nie wychodzi. Bladego pojęcia nie mam, jak mogę poprowadzić fabułę. Idem siem cionć. I ómżeć w menczarńach. Żegnaj świecie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie mam takiej aplikacji ;D zawsze stawiam na proste imiona - są łatwe do zapamiętania.

      Usuń
  5. Cześć to co piszesz jest bardzo ciekawe ja piszę bloga podobnego do Twojego, jeżeli miałabyś ochotę to może zerknij na mojego bloga :) http://morte.blox.pl/html

    OdpowiedzUsuń
  6. byłabym bardzo wdzięczna za zostawienie komentarza pod tym co piszę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wciągające :) zapraszam do mnie-http://agatamagda.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudny *-*
    Czekam na następny.
    Zapraszam do mnie.
    http://storybycanary.blogspot.com

    Canary xoxoxox

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  10. Witam!

    Chciałbym Ciebie poinformować, że Twój blog został zgłoszony do LBA!

    Szczegóły u mnie!

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  11. Hej!

    Mam przyjemność poinformować, że Twój blog został nominowany przeze mnie do LBA :)
    Szczegóły na cory-and-emma.blogspot.com

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Czemu już nie piszesz?
    wirtualniewalniety.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń